Medytacja dla sceptyków i mistrzów wymówek, czyli jak zacząć, gdy nie masz na to ochoty

Medytacja dla sceptyków i mistrzów wymówek

– jak zacząć, gdy nie masz na to ochoty

Nie medytujesz?

Bo nie masz czasu, nie umiesz siedzieć w ciszy, boisz się, że zamiast o oświeceniu zaczniesz myśleć o obiedzie, rachunkach i tym, co się wydarzyło w 2017 roku?

Spokojnie.
Witamy w klubie.

100 wymówek, jak nie medytować (top 5).

„Nie mam czasu” – ale masz 40 minut na scrollowanie.
„Nie umiem wyciszyć myśli” – nikt nie umie, serio.
„Nie mam maty, kadzideł, aplikacji” – masz oddech? I to wystarczy.
„Nie jestem zen” – i bardzo dobrze.
„Nie wiem, jak zacząć” – już zaczęłaś/zacząłeś, czytając ten wpis.

5 minut wystarczy, żeby zacząć.

Nie potrzebujesz godziny ciszy w lesie ani pozycji lotosu na szczycie Himalajów.
5 minut to już medytacja.

To czas, w którym Twój mózg powoli zaczyna się wyciszać i zamykać otwarte zakładki typu:

„Co jutro na obiad?”
„Dlaczego w lodówce jest światło, a w zamrażarce nie?”
„Czy wyłączyłam żelazko?”
„Czy mój kot mnie kocha?”
„Czy mam zmienić życie, czy tylko pościel?”
„Czy pingwiny mają kolana?”

Po 5 minutach one nie znikną, ale przynajmniej przestaną krzyczeć.

Poziomy wtajemniczenia w medytacji.

⏱ 5 minut 1 Level

Nowicjusz oddechu

Jeszcze nie wiesz, co robisz, ale już jesteś lepszy/a niż 99% ludzi.
⏱ 10 minut 2 Level

Tropiciel ciszy

Myśli nadal gadają, ale nie każde słowo wpada już na pierwszą linię. Dzierżysz pierwszy manuskrypt uważności.
⏱ 15 minut 3 Level

Półmistyk

Coraz częściej czujesz ciało i to, że nie jest ono tylko pojemnikiem na stres. Znasz zaklęcia rozluźniania i widzisz, że to nie czarna magia.
⏱ 20 minut 4 Level

Ciszołapek

Twój mózg mówi: „Ej, to nawet fajne.” Zamiast reagować, zaczynasz obserwować.Twój umysł siada przy Tobie jak pies, a nie jak wściekła małpa.
⏱ 30 minut 5 Level

Mistrz Zen z osiedla

Możesz medytować w kolejce po ziemniaki. I nie wkurzyć się, że ktoś wziął ostatnie.
⏱ 31 minut i dłużej 6 Level

Prorok osiedlowej ciszy

To już nie medytacja, to manifest. Przez ten czas udało Ci się wylogować z codziennego szumu. Twoje powiadomienia nie istnieją, a jedyne, co się liczy, to oddech. Gratulacje — właśnie odłączyłeś/aś kabel od Matrixa.

Korzyści jakie płyną z medytacji

Medytacja to jedyna metoda, która naprawdę:

redukuje stres – potwierdzone naukowo, nie magicznie,
poprawia sen – bez liczenia owiec, aplikacji do zasypiania i przewracania się z boku na bok,
łagodzi ból – nawet ten fizyczny, którego nie ogarnia już kolejna tabletka z reklamy,
porządkuj emocje – od codziennych napięć po te duże dramaty.

I najważniejsze – nie musisz być mistrzem zen ani mieć złotej poduszki.
Wystarczy, że usiądziesz, zamkniesz oczy i… poczujesz oddech.

Najczęstsze mity o medytacji.

„Trzeba siedzieć po turecku na poduszce” – nie trzeba. Możesz siedzieć na krześle, leżeć, a nawet medytować w tramwaju (dziwne spojrzenia masz w gratisie).
„Jak myślę, to znaczy, że źle medytuję” – myśli będą zawsze. Sekret to nie walczyć z nimi, tylko patrzeć, jak przepływają.
„Medytacja jest dla mnichów, nie dla zwykłych ludzi” – a kto bardziej potrzebuje spokoju niż zwykły człowiek z rachunkami, kredytem i listą zakupów?

Bonus: co może pomóc na początek?

Olejek lawendowy – dla klimatu i chill vibe.
Świece – dla zapachu i odrobiny magii.
Łagodna muzyka – żeby umysł miał soundtrack do resetu.
Koc – żeby ciało też poczuło, że ma swoją strefę relaksu.

Czy wiesz, że…

już po 8 tygodniach regularnej medytacji w mózgu zmniejsza się ciało migdałowate – czyli centrum stresu i lęku, a powiększa się hipokamp – obszar odpowiedzialny za pamięć i uczenie się? Czyli medytacja nie tylko pomaga „tu i teraz”, ale dosłownie zmienia strukturę Twojego mózgu.
Jakby ktoś zaktualizował Ci system operacyjny z „StresOS 1.0” do „ZenOS 3.3”.

A jeśli wolisz sprawdzić, ile w Tobie Mistrza Zen z osiedla, zrób quiz:
Medytacja dla początkujących (czyli dla ludzi z zakładkami w głowie)